PIĄTKA Z JĘDRZEJOWSKĄ NA POCZĄTEK DRUGIEJ CZĘŚCI SETKI STULECIA

W środę 28 lutego o godz. 19:18 przy Centrum Olimpijskim im. Jana Pawła II w Warszawie rozpocznie się druga część cyklu 20 zawodów na dystansie 5 km – Setka Stulecia. Poświęcona ona będzie „gwiazdom sportu niepodległej” – pod takim tytułem przygotowywana jest też wystawa w Muzeum Sportu i Turystyki. Pierwszym w tym roku biegiem będzie Piątka z Jędrzejowską, legendą przedwojennego tenisa.

Dzięki inicjatywie i pomysłowości uczestników Setki Stulecia powstał jedyny w swoim rodzaju cykl. Otóż biegi, które już się odbyły można odrabiać, co jest absolutną nowością, nie tylko w Polsce. A wszystko po to, aby skompletować w sumie 100 km, pomimo konieczności odpuszczenia niektórych terminów z różnych przyczyn, np. zdrowotnych. Biegi „odrabiane” odbywają się po zakończeniu biegu głównego cyklu. Start o 19:50. Osoby, które decydują się na takie rozwiązanie pokonują danego dnia dystans 2 x 5 km, czyli w sumie 10 km i otrzymują oprócz pakietu na bieg podstawowy, pamiątkowy numer startowy, dyplom i medal do biegu drugiego.

W ten sposób łatwiej skompletować kolekcję medali i dyplomów, a przede wszystkim zaliczyć 100 km. Wynikiem końcowym cyklu jest bowiem suma czasów uzyskanych w 20 biegach w latach 2017-2018. Po szczegółowe informacje należy kliknąć w banerek „SETKA STULECIA”, natomiast wyniki i fotogalerie wszystkich ubiegłorocznych biegów znajdują się w zakładce „IMPREZY TOWARZYSZĄCE”. Po 11 zawodach cyklu sklasyfikowanych jest 69 kobiet i 184 mężczyzn. Liderami są Anna Wojewódzka (Wojewódzcy Team) z łącznym czasem 4:20.44 i Wojciech Skory (Królewski Klub Biegacza) – 3:17.22.

Tegoroczny cykl zaczniemy Piątką z Jędrzejowską, 28 lutego. Dokładnie tego dnia 1980 roku legendarna tenisistka zmarła na raka krtani; zgodnie z wolą rodziny została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, gdzie się urodziła 15 października 1912 roku.

„Jadwiga Jędrzejowska była krakowianką z krwi i kości. Jej sposób mówienia był typowo małopolski, co nas, warszawiaków, nieco śmieszyło. Była zupełnie inna niż Radwańska, grę opierała na zabójczym forhendzie, a na korcie zawsze się uśmiechała w przeciwieństwie do smutnej i technicznej Agnieszki” – wspominał Bohdan Tomaszewski, komentator sportowy, a niegdyś tenisista, który trenował z Jędrzejowską na kortach warszawskiej Legii.

Spała z wystruganą rakietą pod poduszką, nie miała pieniędzy na strój tenisowy, przez całą karierę paliła papierosy, kłóciła się z Charliem Chaplinem i złamała dworską etykietę. Rakieta była dla niej jak ukochana lalka. W latach międzywojennych tenis zarezerwowany był wyłącznie dla elit. Na robotników, a tym bardziej na ich dzieci, na kortach spoglądano pogardliwie. Ośmioletnia Jędrzejowska postanowiła wspomóc finansowo rodziców i zaczęła podawać piłki bogaczom.

Korty w krakowskim parku stały się jej drugim domem. Gdy miała 10 lat, ojciec wystrugał dla niej drewnianą rakietę. „Nie rozstaję się z nią odtąd ani na chwilę. Kiedy kładę się spać, wkładam ją pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę” – wyjawiła w książce „Urodziłam się na korcie”.

W wieku 12 lat pomagała robotnikom walcować kort i… coraz częściej rywalizowała z dorosłymi. O jej talencie głośno zrobiło się wśród członków klubu. Ktoś wpadł na pomysł, by dziewczynce od podawania piłek dać szansę i włączyć ją do kadry. Problem był w tym, że była córką robotnika.

„Często czuję na sobie wzgardliwy i zawistny wzrok, który zdaje się mówić: Co ta dziewczyna od podnoszenia piłek robi na korcie? Dlaczego zabiera miejsce innym? Dlaczego kręci się tu, pośród ludzi z innego świata?” – wspominała krakowianka. Dodawała, że ówczesna gwiazda Wanda Dubieńska chętnie utopiłaby ją w łyżce wody.

Ostatecznie zarząd AZS przyjął 13-letnią Jędrzejowską do klubu po burzliwych obradach. W wieku 15 lat miała zadebiutować w mistrzostwach Polski, ale nie miała profesjonalnego stroju – obowiązkowej białej sukienki i długich pończoch. „Wiele łez wylewałam po nocach przez ten przeklęty kostium” – napisała w autobiografii.

Ostatecznie kupiono jej strój ze składek członkowskich. Jędrzejowska zdobyła wówczas mistrzostwo kraju w deblu, za co otrzymała złoty zegarek. Wkrótce potem zwyciężyła w turnieju w Krośnie, a nagrodą był kuferek, z którym nie rozstawała się przez resztę kariery.

Przez tenis usunięto ją ze szkoły. Zgodnie z ówczesnym prawem na zajęcia nie mogły uczęszczać członkinie klubów sportowych. Jędrzejowska spakowała książki i wróciła do domu, by napisać list do Ministerstwa Edukacji. W resorcie postanowili zrobić wyjątek dla utalentowanej krakowianki i przywrócili ją do szkoły. Przełomowy był rok 1937. Dotarła do półfinału French Open oraz finałów Wimbledonu i mistrzostw USA. Dwa lata później wystąpiła w finale mistrzostw Francji w grze pojedynczej, a w deblu zdobyła tytuł.

Opracował: Janusz Kalinowski

ZAPEŁNIA SIĘ LISTA STARTOWA SUPERMARATONU STULECIA

W szybkim tempie zapełnia się lista chętnych do uczestnictwa w Supermaratonie Stulecia, będącym jednocześnie mistrzostwami Polski kobiet i mężczyzn w biegu na 100 km. Po 45 dniach od rozpoczęcia zgłoszeń, a na 295 dni przed startem, który nastąpi 10 listopada na terenie Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie, zarejestrowało 160 osób z blisko 100 miejscowości.

Gdyby wszyscy dokonali już opłatę za uczestnictwo, przyjmowanie zgłoszeń trzeba byłoby zakończyć w połowie stycznia z powodu wypełnienia limitu, który wymusza pojemność trasy (pętla długości 1500 m). Ponieważ płatności zrealizowały „tylko” 72 osoby, to jest prawie połowa, więc szansę ma jeszcze „druga połowa”. Patrząc z innej strony, to nie zdarzyło się dotychczas, aby z początkiem roku zapełnionych zostało aż tyle miejsc, na organizowaną zazwyczaj jesienią „setkę” w Kaliszu.

Spośród 160 zgłoszonych do połowy stycznia osób, 21 to kobiety. Najwięcej chętnych jest z Warszawy – 40, a dalej z Wrocławia – pięciu, z Gdyni – czterech oraz po trzech z Bydgoszczy, Częstochowy, Olsztyna, Radomia i Ząbek. Najbardziej znane postacie, to m.in. (alfabetycznie):

* Jacek Domański Expedyt (WKB Meta Lubliniec) – biegający aktor, zaliczył ponad sto maratonów, wystąpił w setkach filmów, ostatnio znany z reklamy „Szef wszystkich szefów”;

* Tadeusz Dziekoński (Juvenia Białystok) – mistrz świata w biegu na 100 km w kategorii wiekowej M-60 z 2010 roku, ukończył 332 maratony (najwięcej w Dębnie – 31), średni czas wszystkich – 3:05.40, wraz z kolegami przeprowadził ok. 1200 atestacji tras, dokonał pomiaru również na terenie AWF;

          * Piotr Kusiak (KKL Sprawni-Razem Kielce) – na liczniku ponad 100 maratonów i 30 ultramaratonów;

 *   Stanisław Orlicki (Rudze) – jeden z niewielu zawodników, którzy mają w swym dorobku wszystkie 39. Maratonów Warszawskich (wcześniej pod nazwą Maraton Pokoju);

 *  Andrzej Ślązak (Fan Club Dżem Piotrków Trybunalski) – ukończył 124 maratony i cztery ultramaratony.

Zgłoszeni są też medaliści ubiegłorocznych mistrzostw Polski – Piotr Stachyra (MKS Piast Głogów), który będzie bronił tytułu oraz zdobywca brązowego medalu Jacek Będkowski (Zawisza Stara Kuźnia Łowicz).

W pierwszym dniu rozpoczęcia przyjmowania zgłoszeń (5 grudnia 2017 roku w 150. rocznicę urodzin Józefa Piłsudskiego) zarejestrowały się 22 osoby. Potem liczba utrzymywała się na poziomie 4-6 dziennie. Inne statystyki prowadzone przez firmę datasport pokazują, że najwięcej osób – 16 zgłosiło się o godzinie 21, a po 12 o godz. 9 i 16. Godziny nocne 2-3 oraz poranne 5-6 to jedyna w ciągu doby „martwa” pora pod tym względem. W jakie dni rejestrowało się najwięcej zawodników? Dominują środy – 33 osoby, wtorki – 30 i czwartki – 27. Najmniej zgłaszało się w piątki – 20, soboty – 19 i niedziele – 10.

Przypominamy, że rejestracja potrwa do 6 czerwca. Data nie jest przypadkowa – w tym dniu przypada 200. rocznica śmierci generała Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich we Włoszech. Zwracamy też uwagę, że przyjmowanie zgłoszeń może zakończyć się wcześniej, jeśli limit 150 miejsc zostanie wyczerpany.

I jeszcze informacja odnośnie zakwaterowania. Do dyspozycji uczestników Supermaratonu Stulecia są wszystkie pokoje historycznego hotelu Meksyk. Obiekt został wybudowany na potrzeby polskiej kadry przygotowującej się do igrzysk w Meksyku w 1968 roku i stąd pochodzi oryginalna nazwa. Do połowy stycznia zamówionych zostało sześć z 13 pokoi 2-osobowych oraz dwie „jedynki” z pięciu.

SUPERMARATON ZAINAUGURUJE NARODOWY BIEG STULECIA

Supermaraton Stulecia na terenie Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie 10 listopada, w setną rocznicę przyjazdu do stolicy Pierwszego Marszałka Polski, decyzją PZLA będzie jednocześnie mistrzostwami kraju. Zainauguruje też Narodowy Bieg Stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości od Bałtyku do Tatr. Rejestracja zawodników rozpocznie się 5 grudnia i potrwa do 6 czerwca.

„Wszystkie terminy nie są przypadkowe i służą edukacji poprzez sport” – podkreślił na poniedziałkowej konferencji prasowej wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą (Pekin 2008, Londyn 2012) przypomniał, że przez 12 lat w 20-letniej karierze startował w barwach klubu AZS AWF Warszawa, który w przyszłym roku włączy się w organizację wyjątkowej imprezy.

Rozpocznie się ona w sobotę 10 listopada o 7.36 – dokładnie w setną rocznicę przyjazdu do Warszawy Marszałka na nieistniejący już Dworzec Wiedeński, a zakończy po 12 godzinach. Z kolei 5 grudnia przypada 150. rocznica urodzin Piłsudskiego, natomiast 6 czerwca – 200. rocznica śmierci generała Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich we Włoszech.

Rejestracja (na www.supermaratonstulecia.pl) może zakończyć się wcześniej, jeśli limit 150 miejsc zostanie wyczerpany. Wprawdzie w dyspozycji organizatorów będzie jeszcze pula rezerwowa, głównie dla czołowych zawodników w kraju i za granicą, to jednak – jak zaznaczył rektor dr hab. prof. AWF Andrzej Mastalerz – pojemność trasy (pętla długości 1500 m) wymusza wprowadzenie limitu.

„Cieszymy się z wyboru miejsca na tą wyjątkową imprezę stulecia, ale… Obiektywnie rzecz ujmując, pod względem logistycznym, a zwłaszcza zaplecza, to najlepsza w stolicy lokalizacja. Mamy wszystko, co jest niezbędne do przeprowadzenia nietuzinkowych zawodów, które potrwają pół doby. Ponadto przy trasie biegu znajduje się historyczny hotel Meksyk. Obiekt został wybudowany na potrzeby polskiej kadry przygotowującej się do igrzysk w Meksyku w 1968 roku i stąd pochodzi oryginalna nazwa” – powiedział rektor.

Robert Korzeniowski, który trzy złote medale olimpijskie spośród czterech zdobył w chodzie na 50 km przyznał, że supermaraton nie jest dystansem dla każdego. Jeśli już ktoś się na to decyduje, niech się odpowiednio przygotuje, stąd też wcześniejsza zapowiedź biegu, na 11 miesięcy przed jego rozpoczęciem. Ale… jeśli ktoś z różnych powodów nie zdoła pokonać 100 km i opuści trasę wcześniej, jego wysiłek nie pójdzie na marne – otrzyma medal i dyplom za przebiegnięcie danego dystansu.

„Aby umożliwić uczestnictwo w zawodach większej liczbie osób, szykujemy supermaratońską sztafetę o Puchar Stulecia jakiej w Polsce, a chyba i na świecie, jeszcze nie było. Szczegóły podamy na wiosnę” – poinformował wiceprzewodniczący komitetu organizacyjnego Korzeniowski, który w przyszłym roku 50. urodziny zamierza uczcić w wyjątkowy sposób.

Dodał, że i on jest związany z uczelnią Piłsudskiego, gdzie swą siedzibę ma założony przez niego w marcu 2015 roku klub RK Athletics, którego członkowie będą pomocni przy organizacji listopadowej imprezy.

Sędzia z międzynarodową licencją IAAF Janusz Rozum wyjaśnił, że niemalże wszystkie wielogodzinne biegi na świecie rozgrywane są na krótkich pętlach o długości od 1 do 3 kilometrów.

„Trasa na AWF ma półtora kilometra, na którą składają się głównie dwie proste, przez co jest bardzo szybka” – podkreślił.

Wcześniej, w dniach 13-21 października, Rozum wraz z Januszem Krynickim, arbitrem międzynarodowym European Athletics, będą w stolicy Nepalu – Katmandu, sędziami Supermaratonu Stulecia Pamięci Polskich Himalaistów, którzy na zawsze pozostali na szczytach 14 ośmiotysięczników. Rejestracja (poprzez stronę polskiehimalaje.pl) rozpoczęła się już dwa lata temu i potrwa do maja. Dotychczas zgłosiło się blisko 400 osób, przy czym większość chce połączyć bieg z trekkingiem do bazy pod Everestem na wysokości 5400 m.

Również dwa lata temu zainaugurowana została rejestracja na projekt stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości z głównym celem: organizacją 100 biegów w 100 miastach z udziałem 100 tysięcy osób, które wystartowałyby 11 listopada o godzinie 11.11. Dotychczas zgłosiło się 65 miejscowości, a przygotowania na różnych szczeblach (m.in. produkcja jednakowych dla wszystkich uczestników koszulek biało-czerwonych, medali, dyplomów oraz innych gadżetów) są daleko zaawansowane.

Jedynym istotnym problemem – na co zwrócono podczas konferencji uwagę – jest niepewna data. Jeśli na 11 listopada zostanie wyznaczone referendum konstytucyjne, to – ze względów logistycznych – nie da się połączyć tego z zawodami. Wówczas organizatorzy będą musieli poszukać innego terminu, który z kolei nie kolidowałby z datą wyborów samorządowych.

„Na naszym terenie nie ma lokali wyborczych, więc nie ma tego problemu i 10 listopada będzie można biegać” – podkreślił rektor AWF.

ZOFIA KLEPACKA: NAJWAŻNIEJSZE, DBAĆ O ZDROWIE I MIEĆ W ŻYCIU CEL

Najważniejsze, to dbać o zdrowie, mieć w życiu cel i do niego dążyć – podkreśliła medalistka igrzysk, mistrzostw świata i Europy w windsurfingowej klasie RS:X Zofia Klepacka na spotkaniu w Centrum Olimpijskim w Warszawie z setką uczniów z 16 szkół przed startem do Mili Olimpijskiej Pjongczang 2018. Zawodniczka Legii przyznała, że nie była grzecznym dzieckiem, miała też okres „młodzieńczego buntu” – jak to określiła, próbowała też różnych sposobów „wyżycia się”, ale najbardziej uwielbiała wodę.

„Już w wieku sześciu lat spędzałam całe wakacje na basenach nad Wisłą. Jako ośmiolatka trenowałam pływanie. W międzyczasie tata zapisał mojego starszego brata do Yacht Klubu. Zabierał mnie jak jechał na zawody, które organizowano na Wiśle. Pewnego dnia zobaczyłam człowieka na desce windsurfingowej. I od razu zaczęłam rodziców męczyć: Ja chcę pływać tak jak on. Miałam wtedy 10 lat i przez siedem kolejnych trenowałam jednocześnie pływanie oraz windsurfing.

– Wyglądało to tak: o 6 wstawałam, od 7 dwie godziny pływania, szkoła i potem znowu dwie godziny. Wracałam wieczorem. I tak od poniedziałku do piątku. A w weekendy windsurfing. Nigdy nie trzeba było mnie namawiać na zajęcia, pierwsza stałam rano pod drzwiami trenera. Miałam motywację, bo chciałam być znanym i dobrym sportowcem. Najlepszym, ja, niepokorna dziewczyna z podwórka. Taki cel sobie postawiłam i konsekwentnie do niego dążyłam, a mając lat 18 wystąpiłam w igrzyskach olimpijskich w Atenach.

– Byłam najmłodszą windsurferką, z niewielkim doświadczeniem. Starsze rywalki mnie zjadły, a także i trema. Ale 12. miejsce też nie było złe. Nie poddawałam się, następne cztery lata ciężko trenowałam i… zakwalifikowałam się na igrzyska Pekin 2008, chyba najgorzej zorganizowane w dziedzinie żeglarstwa. Ale cóż, trzeba było walczyć, każdy miał takie same warunki. Uplasowałam się na siódmej pozycji i… dalej dążyłam do celu, którym było podium. Dziś mogę wam pokazać brązowy medal olimpijski Londyn 2012. A wy dziś macie przed sobą start w Mili Olimpijskiej. Postawcie sobie taki sam cel, jak ja, gdy byłam w waszym wieku” – mówiła Klepacka, zanim dała sygnał do rozpoczęcia biegu.

Mistrzyni (2007) oraz dwukrotna wicemistrzyni świata (2011 i 2012) zwróciła uwagę, aby nie skupiać się tylko na ulubionej, uprawianej dyscyplinie czy konkurencji.

„Najważniejsze jest, bez dwóch zdań, zdrowie; bez niego nic nie osiągniemy. Trzeba o nie dbać, chuchać. Natomiast w sportowej rywalizacji wiele zależy od głowy i ogólnej sprawności. Nie można ograniczać się tylko do tej swojej dyscypliny. Ja na przykład chodzę na bardzo intensywne zajęcia boksu, ale nie po to, by komuś, dać w twarz. Gram też w szachy, bo na wodzie również trzeba dużo myśleć i kombinować” – podkreśliła.

W Mili Olimpijskiej o Puchar PKOl trofea zdobyli: Julia Zegan i Maciej Bielski (oboje SP nr 94 Warszawa) oraz Antonina Król i Krzysztof Różnicki (oboje SP Sierakowice, woj. pomorskie, roczniki gimnazjalne). W klasyfikacji zespołowej pierwsze miejsce zajęła Szkoła Podstawowa nr 41 w Częstochowie.

Nagrodą fair play został wyróżniony Jakub Kozak ze Szkoły Podstawowej im. Józefa Piłsudskiego w Mełgwi (woj. lubelskie), który mógł zostać zwycięzcą biegu, jednak gdy zobaczył, że coś się niedobrego stało rywalowi, zrezygnował z rywalizacji i wezwał karetkę.

W trzeciej edycji dwudniowego Ogólnopolskiego Festiwalu Biegowego Szkół im. Piłsudskiego, dzięki wsparciu ze strony Ministerstwa Sportu i Turystyki, udział wzięło 160 uczniów z 16 placówek. 11 listopada w południe startowali w Młodzieżowym Biegu Niepodległości, wieczorem na stadionie AWF Józefa Piłsudskiego w teście Coopera, a następnego dnia w Mili Olimpijskiej.

W klasyfikacji generalnej festiwalu na podium stanęły reprezentacje szkół podstawowych nr 2 w Sierakowicach, nr 41 w Częstochowie i Podhorcach. Puchar 65-lecia Muzeum Sportu i Turystyki dla najlepszego zawodnika festiwalu przyznano Krzysztofowi Różnickiemu.

Festiwal zbiegł się z promocją książki Zbigniewa Chmielewskiego „Sportowcy w Powstaniu Warszawskim” wydanej przez Stowarzyszenie Klub Media przy pomocy Agnieszki Radwańskiej, ministerstwa sportu, PKOl oraz Muzeum Sportu i Turystyki. Autor, były dziennikarz PAP, który przekazał „świeże” egzemplarze wszystkim szkołom do ich biblioteczek, powiedział:

„Książka adresowana jest przede wszystkim do młodych odbiorców. Pokazuje, jak istotnym elementem było wszechstronne wyszkolenie żołnierzy. Sportowcy byli wszędzie tam, gdzie rozstrzygały się losy kraju. Uczestniczyli w wojnie 1920 roku, w kampanii wrześniowej 1939 i Powstaniu Warszawskim. Nie bez powodu w 1939 roku prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego pułkownik Kazimierz Glabisz mówił o trzystutysięcznej armii sportowej”.

Na zdjęciu: Zofia Klepacka w Centrum Olimpijskim przed biegiem.

Foto: Ilona Berezowska

REKORDZISTKA POLSKI NA 100 KM BIEGA DZIĘKI… REKLAMIE

Małgorzata Pazda-Pozorska (AML Słupsk) buty sportowe pierwszy raz założyła cztery lata temu dzięki telewizyjnej reklamie. Dziś, pochodząca z wioski Kobylnica 35-letnia rehabilitantka, matka 7-letniej córeczki, jest mistrzynią oraz rekordzistką Polski w biegu na 100 km i… cudem żyje. Z początkiem listopada w Blizanowie koło Kalisza stanęła na najwyższym stopniu podium. Wynikiem 8:31.05 poprawiła po 22 latach rekord kraju, który wynosił 8:37.40 i od 21 października 1995 roku należał do Ewy Kempy z Bielawy.

Także w październiku, ale w 2013 roku, telewizję oglądała Pazda-Pozorska. W przerwie zainspirowała ją reklama obuwia sportowego i zachęta, że jak wstałeś z fotela, to przebiegnij pierwszy kilometr, potem zapisz się na pierwsze zawody, aż pokonasz maraton.

„W jednej sekundzie wstałam z fotela, ubrałam się i poszłam potruchtać wokół domu. Wróciłam i za cel obrałam maraton. To miało było moje postanowienie na rok 2014. Pod wpływem chwili weszłam w internet i zapisałam się na listopadowy Bieg Niepodległości w Gdyni. 10 km pokonałam w 49.07. Wtedy na dobre zaczęła się moja sportowa przygoda” – wyjawiła.

Jak zaznaczyła, zdawała sobie sprawę, że skoro obrała za cel maraton, czeka ją wiele treningów i to wcale niełatwych. Poszukiwała więc towarzyszy do spędzania czasu „na biegowo”.

„Pamiętam dobrze ten dzień. Weszłam do domu i nagle woła mnie mąż oglądający program +Dzień dobry TVN+: chodź szybko, to coś dla ciebie, szukają koordynatorów do różnych miast. I tak, w trybie natychmiastowym, stworzyłam grupę Night Runners Słupsk. Wspólna pasja, wspólne treningi, wspólne zawody…” – wspomniała.

Z końcem września 2014 roku zrealizowała swój cel – ukończyła Maraton Warszawski w czasie 3:18.24.

„Uzyskany wynik przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Chciałam przebiec w życiu tylko jeden prawdziwy maraton, jedynie dla zaspokojenia postanowienia, ale… on był iskierką do wielkiej, życiowej pasji, której tak długo szukałam. Wcześniej były rolki, jazda konna, kitesurfing, snowboard, narty itp. Ciągle jednak czegoś wypatrywałem, co dałoby mi możliwość czerpania radości z wysiłku, z życia” – podkreśliła.

Cztery lata później, we wrześniu 2008 roku, przeżyła śmierć kliniczną. Zdarzenie było następstwem błędu ludzi – pięć minut bez oddechu i bez krążenia.

„Zapaść – tak wpisane mam w dokumentacji. Bardzo długo miałam żal do tych osób, za to co się wydarzyło. Jednak z perspektywy czasu wybaczyłam im, bowiem… dostałam nowe życie, a raczej nową szansę spojrzenia na nie. Gdy wyszłam ze szpitala, stanęłam na deszczu płacząc ze szczęścia, że może on na mnie padać. Wiedziałam, że moje życie będzie od tej chwili wielką zabawą. Że trzeba łapać wszystkie okazje, wykorzystując je do maksimum. Dlatego tak bardzo motywuję ludzi do działania. Chcę ich zarażać potrzebą wytwarzania endorfinek” – zaznaczyła.

Mistrzyni Polski wspomniała też o wielu przeszkodach, jakie stawały na jej drodze. Miała każdą rękę i każdą nogę złamaną, do dziś nie może poruszać małym palcem prawej stopy. Urodziła córeczkę przez cesarskie cięcie, które uratowało jej życie. Przeszła kilka operacji w pełnej narkozie. W ubiegłym roku doznała urazu szyi i głowy w wypadku samochodowym.

„Zatrzymaliśmy się na światłach, a kobieta jadąca za nami zamyśliła się i z całą prędkością w nas wjechała. 13 grudnia (!) kolejny pech – upadek z konia, skręcenie szyi, stłuczenie głowy oraz licznych części ciała, silny wstrząs mózgu z długą utratą przytomności. Nie zawsze było kolorowo, ale zawsze jakoś się pozbierałam. I co? No można! Można wszystko, jeśli się bardzo chce” – wspomniała.

Pazda-Pozorska przyznała, że na trasie bardzo ją motywują osoby o kulach, czy też na wózkach inwalidzkich.

„Z racji swojej pracy (mgr fizjoterapii, w zawodzie od 14 lat) mam ogromną świadomość, jak bardzo by chcieli być na moim miejscu. Dlatego jeśli ktoś mnie pyta o czym myślę, kiedy mam kryzys na trasie, to właśnie o nich oraz o tym, że cudem jest to, że żyję. Nie mam prawa narzekać na zmęczenie” – powiedziała zawodniczka AML Szczecin.

Miesiąc temu ukończyła Spartathon – bieg z Aten do Sparty. Dystans 246 km pokonała w 33 godziny i – jak przyznała – podjęła spore ryzyko, by w krótkim czasie wystartować ponownie na tak długiej trasie.

„Nie miałam większych problemów, jakbym była stworzona do ekstremalnych wysiłków. Ale – jak się często mówi – najlepsi sportowcy pochodzą ze wsi. Coś w tym jest. Wychowałam się przy zwierzątkach, biegałam za wszystkim i być może tu jest podłoże kondycji. Prowadzę stronę internetową, która ma służyć zmotywowaniu czytających do wyjścia z domów, do podjęcia aktywności fizycznej, a przede wszystkim docenienia i korzystania z życia pełnymi garściami” – powiedziała Pazda-Pozorska.

W gronie mężczyzn mistrzem Polski został Piotr Stachyra (MKS Piast Głogów), który 100 km pokonał w 7:15.52. W limicie czasu 12 godzin zmieścił się m.in. pochodzący z Zamościa, a mieszkający w Warszawie Andrzej Brzozowski.

„Jestem ogromnie szczęśliwy, mega zadowolony. Młody nie jestem, mam 64 lata, 91 kg wagi i… walczę z tym nadmiarem. To był mój debiut na tym dystansie. Rozsądnie rozłożyłem siły i nie miałem problemów. Teraz mogę z optymizmem wchodzić w rok 2018 i planować dwie setki – w październiku supermaraton w Katmandu pamięci polskich himalaistów, a 10 listopada Supermaraton Stulecia w Warszawie na rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości” – wyjawił zawodnik Królewskiego Klubu Biegacza.