SZTAFETA STULECIA PAMIĘCI IRENY SZEWIŃSKIEJ

Sztafeta Stulecia, która 10 listopada zorganizowana zostanie na terenie warszawskiej AWF, dedykowana będzie Irenie Szewińskiej. Wybitna lekkoatletka miała być startem honorowym z numerem 1. „To dla mnie zaszczyt, że z tym numerem ruszę na trasę” – podkreślił jej mąż. „Jeszcze nie tak dawno, na Pikniku Olimpijskim, Irenka prowadziła rozmowy na temat Sztafety Stulecia. Bardzo jej zależało, aby wypadła ona okazale, zwłaszcza, że miejsce jest wyjątkowe, związane bowiem z Józefem Piłsudskim. Udzieliła nawet organizatorom wywiadu, zachęcając wszystkich – dzieci, młodzież i dorosłych do uczestnictwa w tym biegu razem z utytułowanymi sportowcami. Miała różne plany, bliskie i dalekie. Teraz mieliśmy razem lecieć do Tokio, bilety były już wystawione…” – powiedział Janusz Szewiński.

Podczas pikniku Irena Szewińska z radością przyjęła propozycję bycia honorowym starterem Sztafety Stulecia „Niebo-Ziemia-Woda-Ogień”, jak również informację o przyznaniu jej numeru jeden. Podkreśliła przy tym, że najważniejsze są dzieci.

„Jeśli zasmakują jakiejkolwiek konkurencji, dyscypliny czy aktywności fizycznej, to możemy mieć pewność i cieszyć się, że wchodzą na piękną drogę. Sport jest fantastycznym wynalazkiem” – mówiła 9 czerwca zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich, która zmarła 29 czerwca.

Robert Korzeniowski przypomniał, że „pani Irena otwierała na scenie Piknik PKOl, a ja odczytałem Apel Olimpijski. Byłem zdumiony jej energią, siłą, witalnością. Rozdawała autografy, udzielała wywiadów, w których mówiła o swych planach, zamierzeniach, także o tych związanych ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości. Nie dała po sobie poznać, że zmaga się z ciężką chorobą. Była uśmiechnięta…”.

Wiceprzewodniczący komitetu organizacyjnego Biegu Stulecia Robert Korzeniowski poinformował, że w uzgodnieniu z Januszem Szewińskim Sztafeta Stulecia „Niebo-Ziemia-Woda-Ogień” zadedykowana zostanie Pierwszej Damie polskiego sportu i Damie Orderu Orła Białego.

„Jestem przekonany, że będzie to najlepsza forma uczczenia pamięci wybitnej postaci przy okazji tak znamienitej rocznicy jaką jest stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Szewińska nie pobiegnie już z nami, ale my pobiegniemy dla Ireny” – podkreślił Korzeniowski, zdobywca czterech złotych medali olimpijskich w chodzie sportowym.

Janusz Szewiński również ocenił, że „będzie to najlepsza forma uczczenia pamięci Ireny” i podkreślił: „To dla mnie zaszczyt, że z numerem jeden, który miała mieć Irenka, ruszę na trasę. Nie wiem, czy zdołam ją przebiec, ale przejść 2018 metrów na pewno przejdę”.

Każda sztafeta składać się będzie z czterech rywalizujących ze sobą stuosobowych zespołów na dystansie 100 km, na który złoży się prawie 50 pętli długości 2018 m. Liderami ekip zostali: NIEBO – Wojciech Fortuna, ZIEMIA – Tomasz Majewski i Piotr Małachowski, WODA – Otylia Jędrzejczak i Zofia Klepacka, OGIEŃ – Zbigniew Bródka i Rafał Sonik.

Akces do odpowiednich zespołów wyrazili już byli lekkoatleci, żeglarze, wioślarze, m.in. Ludwika Chewińska, Wanda Panfil, Urszula Włodarczyk, Jan Huruk, Ryszard Marczak, Kazimierz Marczuk, Marek Plawgo, Dariusz Wieczorek, Jacek Wszoła, Katarzyna Deberny (Szotyńska), Karolina Winkowska, Natalia Madaj-Smolińska, Czesława Kościańska, Małgorzata Wieliczko (Dłużewska).

ZMARŁA IRENA SZEWIŃSKA, NAJWYBITNIEJSZA LEKKOATLETKA W DZIEJACH POLSKIEGO SPORTU

W piątek przed północą 29 czerwca w wieku 72 lat zmarła w Warszawie Irena Szewińska, najwybitniejsza lekkoatletka w dziejach polskiego sportu, zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich, wiceprezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, członkini Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. A jeszcze nie tak dawno, 9 czerwca, na Pikniku Olimpijskim zachęcała dzieci, młodzież i dorosłych do wspólnego udziału w Sztafecie Stulecia 10 listopada. Udzieliła nam również wywiadu
Jak podkreśliła, „najważniejsze w tym wszystkim są dzieci. Jeśli zasmakują jakiejkolwiek konkurencji, dyscypliny czy aktywności fizycznej, to możemy mieć pewność i cieszyć się, że wchodzą na piękną drogę. Sport jest fantastycznym wynalazkiem”. Wspomniała, że jej kariera rozpoczęła się od… przypadku. „Przebiegłam na szkolnym sprawdzianie tak szybko, że nauczycielka poprosiła o powtórkę, bowiem sądziła, iż popełniła błąd przy pomiarze czasu. Lekkoatletykę zaczęłam uprawiać jesienią 1960 roku, mając 14 lat, w grupie uczniów Szkoły Podstawowej nr 37 w Warszawie, której trenerem był dawny oszczepnik, finalista igrzysk z Melbourne (1956) Jan Kopyto”.

Wybitna lekkoatletka z początkiem 2014 roku przeszła chemioterapię, ponieważ wykryto u niej nowotwór, z którym walczyła już wcześniej. Wydawało się, że zwycięży bezwarunkowo, ale nowotwór wrócił. Szewińska nie poddała się, dalej walczyła z chorobą i nawet nie zrezygnowała z wyjazdu na zimowe igrzyska do Soczi.

W karierze zawodniczej zdobyła siedem medali olimpijskich: trzy złote, dwa srebrne i dwa brązowe. Ustanawiała rekordy Polski, Europy i świata w biegach na 100, 200, 400 metrów, w skoku w dal i sztafetach.

Szewińska nigdy nie rozstała się ze sportem. Zeszła z bieżni i rozpoczęła działalność w wielu organizacjach. Od 1980 do 2009 roku zasiadała w zarządzie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, pełniąc w latach 1997–2009 funkcję prezesa. Od 1998 roku była członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Urodzona 24 maja 1946 roku w Leningradzie podkreślała przy różnych okazjach, że podporządkowanie życia sportowi miało swoje plusy. „Dzięki temu poznałam wiele niezwykłych osób” – zaznaczyła siedmiokrotna medalistka olimpijska podczas wernisażu poświęconej jej wystawy zdjęć i obrazów w 2014 roku.

Mając 18 lat naderwała mięsień dwugłowy uda. Przerwa trwała miesiąc. Kirszenstein, dzięki temu, że solidnie przepracowała zimę, udało się zbudować formę i uzyskać kwalifikację olimpijską. Zastanawiano się, jak juniorka wypadnie na tle innych silnych polskich sprinterek – Teresy Ciepły, Haliny Góreckiej czy Ewy Kłobukowskiej.

W 1964 roku na stadionie w Tokio nastoletnia dziewczyna z Warszawy rozpoczęła największą karierę w historii polskiego sportu. Zdobyte wtedy przez maturzystkę trzy medale olimpijskie były zapowiedzią wielkich dni. Mało kto spodziewał się, że Irena zdominuje w taki sposób światowe stadiony. Jako jedyna biła rekordy na wszystkich trzech dystansach sprinterskich (100, 200 i 400 m).

Dziesięć lat później, w 1974 roku, została uznana przez agencję prasową United Press International najlepszą sportsmenkę globu. Nigdy wcześniej i nigdy później żaden Polak nie dostąpił takiego zaszczytu. W 1998 roku, w plebiscycie „Polityki”, „Przeglądu Sportowego” i „Tempa” została uznana za postać numer 1 w polskim sporcie XX wieku.

Na igrzyska w Meksyku (1968) pojechała tuż po ważnym wydarzeniu w życiu prywatnym, jakim było wyjście za mąż za czterystumetrowca Janusza Szewińskiego, który po zakończeniu kariery został fotoreporterem „Przeglądu Sportowego”. Po brązowym medalu olimpijskim na 100 m, na dystansie 200 m wynikiem 22,58 ustanowiła rekord świata, natomiast w eliminacjach 4×100 m wypadła z jej dłoni pałeczka i polska sztafeta została zdyskwalifikowana.

W efekcie manipulacji medialnych i wydarzeń związanych z marcem 1968 roku Szewińska stała się obiektem ataków antysemickich. Odmawiano jej prawa do reprezentowania kraju. W telewizji ukazał się reportaż „Porażka idola”, w którym zmanipulowano wypowiedzi innych zawodniczek sztafety. Ton programu był oskarżycielski. „Irena pozbawiła nas jedynej szansy na medal olimpijski” – mówiły koleżanki, które twierdziły, że zrobiła to specjalnie.

Szewińska nigdy nie ukrywała swego pochodzenia. Podkreślała jednak zawsze, że dla niej ważny był tylko sport. Niezbyt udany w jej ocenie występ na wysokości 2000 m n.p.m. w stolicy Meksyku zmotywował ją do jeszcze bardziej intensywniejszej pracy. Swoje zmagania tak opisywała:

„Mój mąż, a zarazem trener, śmiał się ze mnie, że jestem pilna aż do przesady. I nawet wtedy, gdy była plucha albo mróz i zaspy śniegu, wychodziłam na dwór, żeby zrealizować zaplanowaną jednostkę treningową. Wiedziałam, bowiem, że tylko drogą systematycznych przygotowań można dojść do podium. A z treningu w ekstremalnych warunkach atmosferycznych wracałam szczególnie zadowolona, wiedząc, że mnie to przybliża do sukcesów w letnim sezonie”.

Niebawem Szewińska stanęła przed dylematem – sport a rodzina. Jej wielkim pragnieniem stało się urodzenie dziecka. W 1970 roku na świat przyszedł syn Andrzej. Po krótkim urlopie macierzyńskim wróciła na bieżnię, godząc obowiązki matki i zawodniczki ze studiowaniem ekonomii. Pierwsze sukcesy po przerwie, już w 1971 roku, choć nie na miarę jej możliwości, to dwa medale mistrzostw Europy – srebrny w sofijskiej hali w skoku w dal i brązowy na stadionie w Helsinkach na 200 m.

W 1972 roku Szewińska nie osiągnęła co prawda optymalnej formy, ale z Monachium wróciła z brązowym medalem olimpijskim na 200 m, zaś cztery lata później, z Montrealu, ze złotym na 400 m i rekordem świata 49,28. Jan Mulak, twórca polskiego Wunderteamu lekkoatletycznego lat 50. i 60. wielokrotnie podkreślał, że sam talent i fizyczne predyspozycje do podium nie doprowadzą. „Żadnego sukcesu nie byłoby, gdyby nie pracowitość Ireny, niesamowita ambicja, żelazna wola, optymizm oraz konsekwencja w dążeniu do celu”.

Jako lekkoatletka pożegnała się z zawodniczą karierą w 1980 roku w Moskwie, podczas igrzysk olimpijskich. Chciała zakończyć medalowym akcentem. Niestety, w półfinałowym biegu na 400 m doznała kontuzji.

„Zaproszono mnie do Tokio jako gościa honorowego meczu ośmiu narodów. Zostałam wywołana na środek stadionu i uroczyście pożegnana jako zawodniczka. Było to doprawdy wzruszające” – wspominała po latach.

Janusz Szewiński przyznał, że ze zdjęć, które najbardziej lubi, to te z początków kariery żony, jak skacze ona w dal i wzwyż. „Od tego się zaczęło; dopiero potem był sprint. Irena była trudnym obiektem do fotografowania, ale przez 50 lat udało się zrobić kilka dobrych zdjęć” – ocenił.

29 września 2007 roku Szewińskiej nadano tytuł doktora honoris causa Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Otrzymała również Medal Kalos Kagathos (w 1994 roku) przyznawany wybitnym sportowcom, którzy odnieśli sukces również poza sportem. W 2012 roku została włączona do IAAF Hall of Fame.

W Pułtusku znajduje się publiczna szkoła podstawowa jej imienia. 10 września 2014 roku została honorową obywatelką Sopotu, a 20 września – Pułtuska.

Szewińska nie pobiegnie już z nami w Sztafecie Stulecia, ale my pobiegniemy DLA IRENY!

SZTAFETA STULECIA – GWIAZDY SPORTU ZAPRASZAJĄ SWYCH FANÓW

Stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości to szczególna rocznica i wyjątkowa okazja do udziału w Sztafecie Stulecia „Niebo-Ziemia-Woda-Ogień”. 10 listopada na terenie warszawskiej AWF gwiazdy polskiego sportu biegać będą ze swoimi fanami.

Jak podkreślono na konferencji prasowej w Centrum Olimpijskim im. Jana Pawła II, impreza odbędzie się zarówno w szczególnym miejscu – na terenie Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego – jak i dniu. 10 listopada przypadnie setna rocznica przyjazdu do stolicy Pierwszego Marszałka Polski. Właśnie tylko w tym dniu będzie szansa startu ramię w ramię w zespołach medalistów olimpijskich, mistrzostw świata, Europy i Polski różnych dyscyplin.

Każda sztafeta składać się będzie z czterech rywalizujących ze sobą stuosobowych zespołów na dystansie 100 km, na który złoży się prawie 50 pętli długości 2018 m. Liderami ekip będą: NIEBO – Wojciech Fortuna, ZIEMIA – Tomasz Majewski i Piotr Małachowski, WODA – Otylia Jędrzejczak i Zofia Klepacka, OGIEŃ – Zbigniew Bródka i Rafał Sonik.

Już podczas konferencji akces do odpowiednich zespołów wyrazili jeszcze byli lekkoatleci, żeglarze, wioślarze, m.in. Urszula Włodarczyk, Kazimierz Marczuk, Marek Plawgo, Dariusz Wieczorek, Katarzyna Deberny (Szotyńska), Karolina Winkowska, Natalia Madaj-Smolińska.

W każdym zespole 20 miejsc zarezerwowane jest dla wyczynowych sportowców – byłych i obecnych. Rejestracja amatorów poprzez stronę biegstulecia.pl rozpoczęła się 25 kwietnia, na 200 dni przed rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Potrwa do 25 lipca, ale może zakończyć się wcześniej, jeśli zostanie wypełniony limit 80 miejsc w każdej ekipie (w sumie 320 osób).

„Celem sztafety, poza uczczeniem stulecia niepodległości, jest przede wszystkim integracja amatorów, z naciskiem na rodziny, z wybitnymi sportowcami, a w szczególności przypomnienie tych zawodników, którzy w minionych latach – zwłaszcza bardziej odległych – zdobywali medale najbardziej prestiżowych imprez” – powiedział prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki.

Chociaż rywalizacja będzie się odbywała w idei Pierre’a de Coubertina, francuskiego barona, historyka i pedagoga, uważanego za ojca nowożytnego ruchu olimpijskiego, to jednak niesie z sobą element zmagań sportowych. Kolejność sztafet będzie ustalona na podstawie czasów pokonania 100 km w limicie ośmiu godzin. W przypadku, gdy dystans 100 km nie zostanie osiągnięty, o miejscach decydować będzie większa liczba pokonanych kilometrów do godziny 18.

„Wyczytałem w regulaminie, że niedozwolone jest wyprzedzanie zawodnika mającego pałeczkę, a ten z kolei musi biec takim tempem, jak towarzyszące mu osoby. Taka formuła jest znakomita, zwłaszcza dla mnie. Nikt nie będzie mógł mnie wyprzedzić” – cieszył się Majewski.

Z takiej formuły sztafety zadowolona jest również złota medalistka igrzysk w Rio w wioślarstwie Natalia Madaj-Smolińska, chociaż – jak przyznała – dystans jednego okrążenia 2018 m dla niej nie jest żadnym problem, gdyż ma już w nogach… półmaraton.

Na trasie sztafet rozgrywane będą także 10 listopada mistrzostwa Polski w biegu na 100 km. Lista chętnych zapełnia się w szybkim tempie. Na 200 dni przed startem zarejestrowało się 160 osób z ponad 100 miejscowości. Do limitu 200 uczestników pozostało już tylko 40 miejsc. Ograniczenie to wymusza pojemność trasy. Rejestracja potrwa do 6 czerwca. Data nie jest przypadkowa – w tym dniu przypada 200. rocznica śmierci generała Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich we Włoszech.

„Cieszymy się z wyboru miejsca na tę wyjątkową imprezę stulecia, ale… Obiektywnie rzecz ujmując, pod względem logistycznym, a zwłaszcza zaplecza, to najlepsza w stolicy lokalizacja. Mamy wszystko, co jest niezbędne do przeprowadzenia nietuzinkowych zawodów, które potrwają pół doby. Ponadto przy trasie biegu znajduje się historyczny hotel Meksyk. Obiekt został wybudowany na potrzeby polskiej kadry przygotowującej się do igrzysk w Meksyku w 1968 roku i stąd pochodzi oryginalna nazwa” – powiedział rektor dr hab. prof. AWF Andrzej Mastalerz.

Ambasadorami przedsięwzięcia jest zespół Trubadurzy, także związany z ruchem olimpijskim. „Byliśmy w Monachium w 1972 roku jako reprezentacja artystów. Czuliśmy się jak członkowie biało-czerwonej ekipy. Mamy nawet wrażenie, że mieliśmy wpływ na zdobyte przez Polaków medale, bowiem w końcu naszymi występami… nadawaliśmy rytm” – pochwalił się Marian Lichtman.

„Byliśmy tam całe dwa tygodnie, mieszkaliśmy w tych samych hotelach co sportowcy, oglądaliśmy na żywo ich rywalizację. Miło wspominamy oczywiście brąz Ireny Szewińskiej i jej spotkania przy kawie z nami. Na scenie było nie mniej wspaniale, szczególnie że występowaliśmy na tych samych deskach co Rolling Stones i Carlos Santana. Naszą piosenkę +Będziesz ty+ obejrzał w telewizji miliard widzów” – dodali Sławomir Kowalewski i Piotr Kuźniak, którzy swym środowym występem uświetnili konferencję.

 Fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

BIEG STULECIA Z SUPERMARATONAMI W KATMANDU i WARSZAWIE

Dwa supermaratony – w Katmandu i Warszawie – zainaugurują Narodowy Bieg Stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości od Bałtyku do Tatr. Tygodniowy bieg od wschodu do zachodu słońca w samym sercu stolicy Nepalu rozpocznie się 13 października. Jak podkreślano na konferencji prasowej … 13 marca, z nadzieją, że „13” przyniesie wszystkim szczęście, jak śpiewała w znanym powszechnie od lat przeboju Kasia Sobczyk: „Trzynastego każda droga jest prosta. Trzynastego od morza do Tatr. Trzynastego piękniejszy jest świat”.

Dlatego 13 marca zostały zaprezentowane medale, jakie otrzymają wszyscy uczestnicy zawodów, jak również oficjalne koszulki i czapki.

„Zaczniemy 13 października od Nepalu, bo to tam, pod Kanczendzongą (8586 m), na której to górze zaginęła… 13 maja 1992 roku Wanda Rutkiewicz, zrodził się w… 2013 roku cały projekt, nie tylko na rok 2018, ale na kolejne lata, aż do 2022 roku” – wspomniała Anna Czerwińska.

Jedna z najwybitniejszych himalaistek w historii niedawno odebrała w Gdyni prestiżowego Super Kolosa za całokształt osiągnięć. „Nie zabrałam tej nagrody ze sobą, aby tu pokazać, bo waży chyba z 10 kilogramów” – dodała.

Dystans supermaratonu – 100 km – może przerażać każdego, ale… nikt nie musi go pokonać. Jak zaznaczył sędzia z międzynarodową licencją IAAF Janusz Rozum, w Katmandu będą stworzone takie warunki, aby każda osoba mogła przebiec tyle kilometrów, ile będzie w stanie w zależności od samopoczucia i kondycji. Tygodniowy bieg (13-21 października) będzie odbywał się na niskiej wysokości (1350 m n.p.m.) i krótkiej pętli (ok. 2 km), a o wielokrotności jej pokonania zadecyduje tylko i wyłącznie uczestnik zawodów.

„Ten element projektu nie jest formą rywalizacji, wyścigiem z czasem czy walką o jak najlepsze miejsce bądź nagrodę. To ma być bieg dla upamiętnienia największych sukcesów Polaków w historii alpinizmu, którzy swymi podbojami rozsławili nasz kraj, a wszyscy bywali w Katmandu, skąd zazwyczaj zaczynali swe wyprawy. Supermaraton Pamięci Polskich Himalaistów ma również przypomnieć tych, co w górach zostali na zawsze, a w szczególności daną osobę, którą sobie uczestnik wybierze i jej swój wysiłek poświęci” – podkreślił przewodniczący komitetu organizacyjnego Leszek Cichy, który 38 lat temu jako pierwszy na świecie – wraz z Krzysztofem Wielickim – zdobył zimą Mount Everest (8848 m).

Rozum zwrócił uwagę na ewenement dwóch supermaratonów. „Bieg w Katmandu obsługiwać będą niemalże te same osoby co w Warszawie, a więc ekipa sędziowska, techniczna, medyczna, administracyjna, jak też wolontariusze, m.in. z Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego” – wskazał.

„Wszystkie terminy nie są przypadkowe i służą edukacji poprzez sport” – podkreślił wiceprezes PZLA Tomasz Majewski. Dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą (Pekin 2008, Londyn 2012) dodał: „Supermaraton Stulecia w randze mistrzostw Polski odbędzie się na terenie AWF 10 listopada. Start o 7.36 dokładnie w setną rocznicę przyjazdu do Warszawy Marszałka na nieistniejący już Dworzec Wiedeński. Natomiast rejestracja na te zawody, jak również do Narodowego Biegu Stulecia zakończy się 6 czerwca w 200. rocznicę śmierci generała Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich we Włoszech. Potem są wakacje, podczas których trzeba będzie przygotować 100 tys. pakietów dla uczestników”.

„Chyba znaczniej więcej” – wtrącił Czesław Lang, zachęcając miasta do organizacji również zawodów kolarskich. „Tylko nie mają to być wyścigi na miejsca i czasy, a wspólne pokonanie na rowerach 10 kilometrów, w tych samych koszulkach i czapkach stulecia oraz z identycznymi medalami dla wszystkich uczestników” – nadmienił.

Dyrektor Tour de Pologne uzasadnił, że „takie połączenie biegów z kolarstwem wcale nie zwiększy kosztów, bo trasę i tak trzeba zamknąć od ruchu, a czas pracy zespołów sędziowskich, technicznych i medycznych niewiele się wydłuży”.

Dyrektor Biura Programu „Niepodległa” Jan Kowalski zaprosił wszystkich do wspólnego świętowania. Jak poinformował, każdy organizator wydarzeń rocznicowych może ubiegać się o możliwość korzystania z logo obchodów pod warunkiem, że jego wydarzenie spełnia główny przekaz programu – Niepodległa dla wszystkich.

„Sport był jedną z ważniejszych dla Polaków dziedzin życia, która łączyła ich tuż po odzyskaniu niepodległości 100 lat temu. To w latach 1918-21 powstały najstarsze związki sportowe, a dzięki różnym dyscyplinom Polacy mogli kibicować zawodnikom z biało-czerwoną flagą i orzełkiem na piersi. Dlatego możliwość wspólnego świętowania stulecia odzyskania niepodległości przez zaangażowanie sportowców i sympatyków różnych dyscyplin wydaje się nieodzownym elementem upamiętnienia jednego z najważniejszych jubileuszów w naszej historii” – zaznaczył.

Konferencję uświetnił występ chóru Państwowego Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca Mazowsze im. Tadeusza Sygietyńskiego, którym dyrygował Jacek Boniecki, pełniący również funkcję dyrektora. Jak przypomniał w tym roku Mazowsze obchodzi 70-lecie i jest jednym z ambasadorów Narodowego Biegu Stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości od Bałtyku do Tatr. Wszyscy uczestnicy, bez względu na to, w jakiej miejscowości będą pokonywali kilometry, otrzymają identyczne: numery startowe, koszulki, medale, dyplomy, woreczki/plecaczki, a także i czerwone czapki z haftowanym logo.

Z licznych propozycji jakie wpłynęły na konkurs jury wybrało projekty na koszulki i plecaczki łódzkiej firmy LISPOL PLUS S.C., natomiast w temacie medali Biegu Stulecia wskazało na firmę Tryumf ze Stalowej Woli, a Supermaratonu Pamięci Polskich Himalaistów Katmandu 2018 na poznańską firmę Technika/Aerotechnika.

P.S. Medale dla uczestników Supermaratonu Stulecia zaprezentujemy w późniejszym terminie.

Rzecznik projektu Janusz Kalinowski

PIĄTKA Z JĘDRZEJOWSKĄ NA POCZĄTEK DRUGIEJ CZĘŚCI SETKI STULECIA

W środę 28 lutego o godz. 19:18 przy Centrum Olimpijskim im. Jana Pawła II w Warszawie rozpocznie się druga część cyklu 20 zawodów na dystansie 5 km – Setka Stulecia. Poświęcona ona będzie „gwiazdom sportu niepodległej” – pod takim tytułem przygotowywana jest też wystawa w Muzeum Sportu i Turystyki. Pierwszym w tym roku biegiem będzie Piątka z Jędrzejowską, legendą przedwojennego tenisa.

Dzięki inicjatywie i pomysłowości uczestników Setki Stulecia powstał jedyny w swoim rodzaju cykl. Otóż biegi, które już się odbyły można odrabiać, co jest absolutną nowością, nie tylko w Polsce. A wszystko po to, aby skompletować w sumie 100 km, pomimo konieczności odpuszczenia niektórych terminów z różnych przyczyn, np. zdrowotnych. Biegi „odrabiane” odbywają się po zakończeniu biegu głównego cyklu. Start o 19:50. Osoby, które decydują się na takie rozwiązanie pokonują danego dnia dystans 2 x 5 km, czyli w sumie 10 km i otrzymują oprócz pakietu na bieg podstawowy, pamiątkowy numer startowy, dyplom i medal do biegu drugiego.

W ten sposób łatwiej skompletować kolekcję medali i dyplomów, a przede wszystkim zaliczyć 100 km. Wynikiem końcowym cyklu jest bowiem suma czasów uzyskanych w 20 biegach w latach 2017-2018. Po szczegółowe informacje należy kliknąć w banerek „SETKA STULECIA”, natomiast wyniki i fotogalerie wszystkich ubiegłorocznych biegów znajdują się w zakładce „IMPREZY TOWARZYSZĄCE”. Po 11 zawodach cyklu sklasyfikowanych jest 69 kobiet i 184 mężczyzn. Liderami są Anna Wojewódzka (Wojewódzcy Team) z łącznym czasem 4:20.44 i Wojciech Skory (Królewski Klub Biegacza) – 3:17.22.

Tegoroczny cykl zaczniemy Piątką z Jędrzejowską, 28 lutego. Dokładnie tego dnia 1980 roku legendarna tenisistka zmarła na raka krtani; zgodnie z wolą rodziny została pochowana na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, gdzie się urodziła 15 października 1912 roku.

„Jadwiga Jędrzejowska była krakowianką z krwi i kości. Jej sposób mówienia był typowo małopolski, co nas, warszawiaków, nieco śmieszyło. Była zupełnie inna niż Radwańska, grę opierała na zabójczym forhendzie, a na korcie zawsze się uśmiechała w przeciwieństwie do smutnej i technicznej Agnieszki” – wspominał Bohdan Tomaszewski, komentator sportowy, a niegdyś tenisista, który trenował z Jędrzejowską na kortach warszawskiej Legii.

Spała z wystruganą rakietą pod poduszką, nie miała pieniędzy na strój tenisowy, przez całą karierę paliła papierosy, kłóciła się z Charliem Chaplinem i złamała dworską etykietę. Rakieta była dla niej jak ukochana lalka. W latach międzywojennych tenis zarezerwowany był wyłącznie dla elit. Na robotników, a tym bardziej na ich dzieci, na kortach spoglądano pogardliwie. Ośmioletnia Jędrzejowska postanowiła wspomóc finansowo rodziców i zaczęła podawać piłki bogaczom.

Korty w krakowskim parku stały się jej drugim domem. Gdy miała 10 lat, ojciec wystrugał dla niej drewnianą rakietę. „Nie rozstaję się z nią odtąd ani na chwilę. Kiedy kładę się spać, wkładam ją pod poduszkę, tak jak inne dziewczynki ukochaną lalkę” – wyjawiła w książce „Urodziłam się na korcie”.

W wieku 12 lat pomagała robotnikom walcować kort i… coraz częściej rywalizowała z dorosłymi. O jej talencie głośno zrobiło się wśród członków klubu. Ktoś wpadł na pomysł, by dziewczynce od podawania piłek dać szansę i włączyć ją do kadry. Problem był w tym, że była córką robotnika.

„Często czuję na sobie wzgardliwy i zawistny wzrok, który zdaje się mówić: Co ta dziewczyna od podnoszenia piłek robi na korcie? Dlaczego zabiera miejsce innym? Dlaczego kręci się tu, pośród ludzi z innego świata?” – wspominała krakowianka. Dodawała, że ówczesna gwiazda Wanda Dubieńska chętnie utopiłaby ją w łyżce wody.

Ostatecznie zarząd AZS przyjął 13-letnią Jędrzejowską do klubu po burzliwych obradach. W wieku 15 lat miała zadebiutować w mistrzostwach Polski, ale nie miała profesjonalnego stroju – obowiązkowej białej sukienki i długich pończoch. „Wiele łez wylewałam po nocach przez ten przeklęty kostium” – napisała w autobiografii.

Ostatecznie kupiono jej strój ze składek członkowskich. Jędrzejowska zdobyła wówczas mistrzostwo kraju w deblu, za co otrzymała złoty zegarek. Wkrótce potem zwyciężyła w turnieju w Krośnie, a nagrodą był kuferek, z którym nie rozstawała się przez resztę kariery.

Przez tenis usunięto ją ze szkoły. Zgodnie z ówczesnym prawem na zajęcia nie mogły uczęszczać członkinie klubów sportowych. Jędrzejowska spakowała książki i wróciła do domu, by napisać list do Ministerstwa Edukacji. W resorcie postanowili zrobić wyjątek dla utalentowanej krakowianki i przywrócili ją do szkoły. Przełomowy był rok 1937. Dotarła do półfinału French Open oraz finałów Wimbledonu i mistrzostw USA. Dwa lata później wystąpiła w finale mistrzostw Francji w grze pojedynczej, a w deblu zdobyła tytuł.

Opracował: Janusz Kalinowski